Reklama

Cielesna duchowość

Cielesna duchowość

05.02.2017
Wiara w niezależne istnienie ciała i duszy człowieka to raczej spuścizna greckiej filozofii, zaadaptowanej przez chrześcijaństwo, niż przekaz zawarty w Biblii.
Fot. Daniel Garcia / AFP / EAST NEWS
D

Dusza ludzka jest nieśmiertelna” – większość polskich katolików uczyła się tego zdania jako jednej z katechizmowych „Prawd wiary”. W połączeniu z empirycznie obserwowanym i niezaprzeczalnym faktem, że ciało ludzkie umiera, katechizmowa formuła sugeruje, że ludzkie dusza i ciało są (muszą być?) różnymi rzeczywistościami, dającymi się oddzielić od siebie częściami człowieka.
Pobożna literatura czy kaznodziejstwo dość często posługuje się językiem sugerującym, że ludzkie dusze mogą istnieć i działać niezależnie od ciała: to dusze zmarłych przebywają w czyśćcu, dusze wznoszą się do Boga i Go po śmierci oglądają, to przede wszystkim o swoją duszę chrześcijanin powinien się troszczyć. Może się zatem wydawać, iż chrześcijaństwo zakłada psychofizyczny dualizm.
Dualizm taki jest jednak dziedzictwem raczej pewnej tradycji filozoficznej (która swe korzenie ma w starożytnej Grecji) niż samych chrześcijańskich źródeł. W tradycji biblijnego Izraela słowa, które oddajemy polskim „dusza” (nefesz, neszama), nie oznaczały oddzielnego elementu, lecz raczej pewien aspekt ludzkiego ciała – to, że jest ono żywe. Są w Biblii fragmenty, w których, wydaje się nawet, „dusza” i „życie” stają się synonimami (np. Ps 74, 19: „Nie wydawaj na zatracenie duszy Twej synogarlicy; o życiu Twych ubogich nie zapominaj na wieki!”). Od strony subiektywnej „dusza” może też oznaczać podmiotowe „ja”, centrum samoświadomości czy też całą samoświadomość (obejmującą wrażenia zmysłowe, uczucia, emocje, pojęcia intelektualne, intuicję religijną).
Ciało duchowe
Podobne wnioski nasuwają się przy lekturze Nowego Testamentu. Nie ma w składających się nań tekstach żadnego fragmentu, który wprowadzałby „dualistyczną” antropologię, dzielącą człowieka na dwa oddzielne elementy. Nawet święty Paweł, który głosił Ewangelię Grekom – czyli w kulturze, w której dualizm był silnie obecny – sam nie rozdzielał duszy i ciała. Znamienny jest tu jego Pierwszy List do Koryntian – chyba najbardziej greckiego z Kościołów, które założył. Koryntianie, będący pod wpływem dość negatywnej wizji cielesności, poszukują odpowiedzi na pytanie o to, w jakiej postaci człowiek zmartwychwstanie. Odpowiadając im Paweł określa człowieka parą terminów: soma psychikon – soma pneumatikon. Termin pierwszy najlepiej przetłumaczyć jako „ciało obdarzone duszą/psychiką”, ten drugi można oddać formułą: „ciało duchowe”.
Apostoł poucza Koryntian, że w obecnej naszej kondycji jesteśmy ciałami obdarzonymi psychiką (duszą), zaś zmartwychwstanie wiąże się z transformacją naszej obecnej kondycji w ciało duchowe. W każdym jednak z tych stanów człowiek jest jednością, właśnie ciałem o określonej naturze. Jeśli teraz jest soma psychikon, znaczy, że jest ciałem obdarzonym życiem i całą gamą funkcji psychicznych, takich jak świadomość, zdolność przeżywania emocji, podejmowania decyzji, świadomego odnoszenia się do świata, do siebie oraz – co dla Pawła fundamentalne: do Boga. Ta ostatnia zdolność jest już zalążkiem „duchowego” charakteru człowieka, który pełnię swą osiągnie w zmartwychwstaniu, czyli w przekształceniu soma psychikon w soma pneumatikon. W ciało, którego cała tożsamość będzie określona przez związek z Duchem – Rzeczywistością Boską.
Analizując teksty biblijne trzeba pamiętać, że nie są to precyzyjne antropologiczne traktaty, lecz – najczęściej – fragmenty mniej lub bardziej poetyckie. Nie mamy zatem w Biblii żadnego teoretycznego wykładu, precyzyjnie analizującego cielesno-duchową strukturę człowieka, lecz raczej próby metaforycznego opisu ludzkiego doświadczenia siebie samego jako kogoś żywego, przeżywającego rozmaite stany emocjonalne, wolitywne i poznawcze oraz – przede wszystkim – pozostającego w związku z Bogiem.
Dusza jako forma ciała
Być może właśnie ten niesystematyczny charakter tekstów biblijnych był jedną z przyczyn tego, że późniejsza teologia ulegała często wpływom dualistycznych greckich systemów filozoficznych, ujmując ludzkie doświadczenie siebie samego w pojęciach sugerujących dualizm duszy i ciała. Konceptualizacja tego typu nie jest jednak koniecznie związana z chrześcijańską doktryną, co pokazuje przykład jednego z największych teologów zachodniego chrześcijaństwa, Tomasza z Akwinu. Akwinata wypracował bowiem niedualistyczną antropologię, zgodnie z którą dusza jest formą substancjalną ciała. Znaczyło to, że człowiek nie składa się z dwóch elementów: duszy i ciała. Każda forma substancjalna łączy się bowiem z tzw. materią pierwszą, czyli z pewnym podłożem zupełnie bezkształtnym, pozbawionym jakichkolwiek właściwości. To właśnie forma – w przypadku człowieka: dusza – nadaje owemu bezkształtnemu podłożu tożsamość: określony zbiór cech i sposobów możliwego funkcjonowania. Innymi słowy, w perspektywie Tomasza człowiek jest ciałem – materią pierwszą, ukształtowaną przez duszę. Można powiedzieć, że widząc swoje ciała – to, jakie są oraz co i jak robią, co się z nimi dzieje – widzimy swoje dusze.
Ważne jednak, że w takiej perspektywie (kreślonej zarówno przez Pawła, jak i Akwinatę) ciało ludzkie nie ma charakteru jedynie materialnego. W integralny sposób obejmuje funkcje i aspekty duchowe. Duchowy (a więc nie tylko biologiczny) wymiar posiadają wszystkie aspekty cielesnego funkcjonowania człowieka – np. gesty, wyraz twarzy albo nawet funkcja, nad którą prawie nie panujemy: oddech. „Duchowe” w tym kontekście znaczy: niedające się sprowadzić do wymiaru fizycznego czy biologicznego, lecz wprowadzające człowieka w całą sieć międzyosobowych relacji. Najważniejszym z tych duchowych aspektów cielesnego człowieka jest zdolność do relacji z Bogiem.
Kartezjański rozłam
Jeśli mamy pewien kłopot z takim ujęciem, to wynika to z filozoficzno-kulturowego kontekstu, w którym chcąc nie chcąc żyjemy. Jego odległe źródła leżą w starożytnej Grecji, lecz do obecnej jego postaci przyczynił się najbardziej siedemnastowieczny filozof, Kartezjusz. To on jest autorem słynnego stwierdzenia: „myślę, więc jestem”. Stwierdzenie to było dla niego jedną z podstaw rozumowania, które doprowadziło do rozróżnienia w człowieku zupełnie różnych substancji: myślącej (umysłu) i rozciągłej (ciała). Ta ostatnia zaczęła być postrzegana jako podlegająca czysto mechanicystycznym prawom i pozbawiona wszelkich cech, które łączymy z tym, co czyni nas osobami, co wiąże się z naszą podmiotową samoświadomością, co ma jakieś znaczenie czy wartość. Ciało w tej perspektywie to pewien układ mechaniczno-elektryczno-hydrauliczny, przynależny całkowicie światowi przyrody. Jeśli człowiek ma być więcej niż bytem fizyczno-biologicznym (a religie, w tym chrześcijaństwo, właśnie TO głoszą), musi w nim – myślimy za Kartezjuszem – istnieć zupełnie niecielesna dusza.
Gdy ulegamy wpływom takiego myślenia, zaczynamy postrzegać dualizm psychofizyczny jako konieczny warunek prawdziwości religii. Wszelkie zaś rezultaty współczesnych naukowych badań, które wskazują, że ów dualizm jest trudny do utrzymania, stają się dla religii problemem lub argumentem przeciwko niej. Wydaje się bowiem, że wskazanie na materialny aspekt procesów traktowanych dotąd jako duchowe – takich jak myślenie, podejmowanie decyzji, intuicje moralne – musi wiązać się z redukcją tej sfery do tego, co po prostu biologiczne, a nawet mechaniczne. Podobny błąd popełniają tu zresztą zarówno obrońcy religii, którzy w imię „duchowości” chcieliby kwestionować wyniki naukowych badań, jak i materialistyczni redukcjoniści, którzy zakładają, że zbadanie fizycznego podłoża procesów mentalnych i psychicznych daje wyczerpującą wiedzę na temat ich natury.
Natomiast przyjęcie perspektywy sugerowanej przez tradycję biblijną, czy choćby przez filozoficzną wizję Akwinaty, pozwala zobaczyć wielowymiarowość człowieka bez dzielenia go na duchowy i cielesny „kawałek”. Możliwa się wówczas staje akceptacja zarówno wyników współczesnych neuronauk, jak i bogatej tradycji religijnej odkrywającej głębię (czy też wysokość) ludzkiego ducha.
Religie bowiem – w tym i chrześcijaństwo – wykształciły niezwykle bogate tradycje ćwiczeń duchowych, dzięki którym możemy odkryć, jak bardzo wielopoziomowa jest rzeczywistość ludzkiego ducha i umysłu – nawet jeśli zakorzeniona jest ona i nieoddzielna od procesów biofizycznych. Jeśli więc można mówić o związanym z religiami dualizmie psychofizycznym, to nie tyle w sensie dualizmu substancji (duszy i ciała), co w znaczeniu wieloaspektowości ludzkiej natury, która nie jest możliwa do ujęcia wyłącznie metodami nauk empirycznych, lecz domaga się wielu perspektyw poznawczych: wzajemnie do siebie nieredukowalnych, nawet jeśli jakoś ze sobą związanych. ©℗

Autor jest teologiem i filozofem, publicystą, redaktorem działu Wiara „Tygodnika Powszechnego”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii Akademii Ignatianum.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Komentarze

częścią tego samego KK.Gdybym miał oceniać wartość artykułu to : 1- za podjęcie tematu 5, 2 - wartość merytoryczna 2. Przy czym w moim pokoleniu 2 oznacza ocenę niedostateczną. W słowie wstępnym pisze pan;"Wiara w niezależne istnienie ciała i duszy człowieka to raczej spuścizna greckiej filozofii, zaadaptowanej przez chrześcijaństwo, niż przekaz zawarty w Biblii." Pełna zgoda. Tylko KK nigdy nie nauczał, nie naucza, oraz pewno nie będzie nauczał że dusza ludzka i ciało funkcjonuje niezależnie. A jak naucza KK w temacie? KKK 365 - "365 Jedność ciała i duszy jest tak głęboka, że można uważać duszę za "formę" ciała ; oznacza to, że dzięki duszy duchowej ciało utworzone z materii jest ciałem żywym i ludzkim; duch i materia w człowieku nie są dwiema połączonymi naturami, ale ich zjednoczenie tworzy jedną naturę." Niestety człowiek w efekcie owoców grzechu pierworodnego umiera. Powstaje zasadne pytanie? no i co wtedy dzieje się z ta duszą, która jest nieśmiertelna? KKK366 -"366 Kościół naucza, że każda dusza duchowa jest bezpośrednio stworzona przez Boga nie jest ona "produktem" rodziców - i jest nieśmiertelna nie ginie więc po jej oddzieleniu się od ciała w chwili śmierci i połączy się na nowo z ciałem w chwili ostatecznego zmartwychwstania." W obydwu punktach powyżej zacytowanych sa jeszcze odnośniki, które odsyłają do zupełnie podstawowych dokumentów Kościoła na którym owe punkty są oparte.Każdy kto otworzy Katechizm może to sprawdzić. W odniesieniu do artykułu 366, pozwolę sobie zacytować dwa biblijne wersety, potwierdzające prawdziwość nauki katechizmowej Mt 10 - 28 Jezus powiada : "(28) Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle." Ap 6 -9 " (9) A gdy otworzył pieczęć piątą, ujrzałem pod ołtarzem dusze zabitych dla Słowa Bożego i dla świadectwa, jakie mieli." Moim skromnym zdaniem warto by było by w katolickim czasopiśmie uczyć lub przypominać podstawowe prawdy wiary Kościoła. Z artykułu panie Sikora, wynika że nauka Kościoła to jakaś mglista wizja, wzięta od Platona i tym podobna.To nieprawda.

Nauczanie KK w temacie jest mgliste, zmienne, cytaty naciągane, argumentacja raczej typowa dla Świadków Jehowy (bez analizy tekstu oryginalnego, a nie tłumaczonego jest warta funta kłaków). KKK opiera się w temacie na Biblii na zasadzie mocnej nadinterpretacji.

Tylko 2 przykłady. Rozumiem że znasz grekę, łacinę, ewentualnie aramejski? No może choć jeden? Jakbyś nie wiedział to Benedyktyni z Tyńca, dokonujący przekładu Biblii Tysiąclecia znali i...... znają. śJ w swoich naukach nie uznają duszy nieśmiertelnej. Dlatego może zanim wystrzelisz, to przyceluj trochę a przynajmniej krzyknij, stój bo strzelam.

ale z tego co wiem to zwłaszcza aramejski to język mocno wieloznaczny, a co do Świadków Jehowy nie chodziło o ich przekonania, ale metodykę ich argumentacji, czyli powoływanie się na teks mocno niepewny (bo tłumaczony) i na podstawie tak niepewnego tekstu wyciąganie wniosków szczegółowych. Co do panów Benedyktynów to z tego co wiem wszyscy tłumacze znają język z którego tłumaczą, a nawet polskie tłumaczenia Biblii nieraz w szczegółach się różnią, to znamienne i jest argumentem, że szczegółowe tłumaczenie jest czasem po prostu niemożliwe bez współpracy z autorem oryginału, a ci jak wiemy już dawno nie żyją (w przypadku Biblii autorów było wielu, ale wszyscy nie żyją i są raczej poza zasięgiem), a ewentualne powoływanie się na Inspiratora uważam za niewiarygodne. ps. Twoje militarne odnośniki są i żenujące i znamienne. ps.2. Wracając do wspomnianych Świadków Jehowy to wreszcie i im udało się dorobić własnego przekładu Biblii, śmiem przypuszczać, że tłumaczy mieli niezgorszych niż KK, a wnioski szczegółowe jakże odmienne :)));p

Biblia śJ, zwana Biblią Nowego Świata,( wydanie polskie),tym (między innymi oczywiście) różni sie od Biblii Tysiąclecia, że jej pierwsze wydanie było tłumaczeniem z języka angielskiego a nie jak napisali z języków oryginalnych. Bo kto miał tego dokonać. W latach 70-ątych ubiegłego wieku śJ spodziewali sie rychłego armagedonu i wykształcenie było niepotrzebnym balastem.Możesz o tym poczytać z ich wydawnictw z tamtych lat, są dostępne w internecie.Oni ci tego nie powiedzą, im zresztą czytanie swoich historycznych wydawnictw jest zakazane.Moje odnośniki militarne może są żenujące, ale mają swoje uzasadnienie. Jakie? Nie porównuj czegoś , co jest nieporównywalne.A chyba byłeś w wojsku, dlatego winieneś znać zasady strzelania. Chyba że w wieku dojrzałym, nawróciłeś się na pacyfizm.

Na język angielski tłumaczyli z języków oryginalnych (i wygląda na to, że mieli do tego fachowców), kluczowe różnice występują już w tłumaczeniu na angielski, tłumaczenie na polski już tylko i wyłącznie powiela te różnice. Myślę, że nie protestował byś gdyby polskie tłumaczenie Biblii było przeprowadzone z łaciny, zatem nie bądź hipokrytą ;p

Nie, nie pieniędzy. Czego? Wysiłku. Za darmo to jest tombak, czyli tandeta.Ja podtrzymuje to co napisałem i wiem co mówię. Na razie. Odmeldowuję się.

Biblia nie przez przypadek nie wyjaśniała problemu dogłębnie. Nie wiem jaka jest rzeczywistość, ale cielesność jest tak niedoskonała, zniszczalna, ulotna, obarczona licznymi irytującymi uwarunkowaniami, że z założenia nie może być trwała. Nawet Bóg obarczony cielesnością zostaje łatwo uśmiercony, zmartwychwstały natomiast potrafi przenikać przez ściany (czy tak zachowuje się cielesność?). Nauczanie o jakiejkolwiek nieśmiertelności ciała przeczy logice i przeczy obserwowalnej rzeczywistości. Według mnie jest zwykłym bezczelnym oszustwem. Być może kluczem do powściągliwości Biblii w temacie jest problem z zdefiniowaniem cielesności? Czym jest cielesność? może od tego pytania należałoby rozpocząć rozważania w temacie? Być może wzorowanie się na Platonie jest nawet i właściwe? może ciało które znamy jest tylko cieniem prawdziwej cielesności? ("... w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić" -to akurat Jezus, a nie Platon, ale też daje do myślenia w temacie.)

Podziwiam wcześniejszych dyskutantów. Ja zamieszczę tylko swoje spostrzeżenia z rubieży: Nie ukrywam, że brakuje mi w polskim kościele katolickim spójnej koncepcji dotyczącej śmierci i tego, co się dzieje potem. Od osób wierzących słyszę czasami o zmarłych, którzy "przychodzą w snach". W ostatnim czasie stała się modna "Kolęda dla nieobecnych". Słyszymy w niej, że "Nieobecnych pojawią się cienie"; "są z nami choć w innej postaci". Duchy zmarłych snujące się wśród nas? Sprawia to wrażenie koncepcji bliższej raczej pogaństwu. To jedna z wielu rzeczy, które sprawiają, że przychodzi pytanie: czy jest się w kościele dlatego, że jest jaki jest, czy mimo tego, że jest jaki jest? I pytanie następne: jeśli moje sumienie mówi mi coś innego, niż naucza Kościół (lub kościelni zwierzchnicy) to czy moja obecność w kościele nie legitymizuje tego, z czym się nie zgadzam? Jak nie popadać w pychę, gdy ksiądz z ambony mówi głupstwa? Może warto byłoby, żeby "Tygodnik" stworzył poradnik przetrwania dla tych, którzy chcą być w Kościele, a którzy nie mają tej możliwości, by słuchać mądrych kazań - ot taki katolicki survival.

Dodaj komentarz

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz