Między ciałem a umysłem

Między ciałem a umysłem

05.02.2017
Czyta się kilka minut
Czy nasze ciała mogą się przeciw nam zbuntować? Co się dzieje, gdy zwodzą nas zmysły? I czy da się żyć bez ciała? Przeczytaj, czym są homunculus, Zespół Cotarda, eksterioryzacja, kończyny fantomowe...
Fot. www.tarrdaniel.com
H

HOMUNCULUS
Czy w naszych mózgach znajduje się główna jednostka zarządzająca, neuronalne siedlisko „Ja”, jakiś szczególny obszar, który sprawuje kontrolę nad całym organizmem? Można by go sobie wyobrazić jako maleńkiego człowieczka (homunculusa), siedzącego w naszej głowie i pociągającego za wszystkie sznurki. Gdybyśmy zajęli takie stanowisko, przestrzega filozof Daniel Dennett, to popadlibyśmy w logiczny problem regresu w nieskończoność: musielibyśmy bowiem uznać, że nasz homunculus posiada własnego homunculusa, który pociąga za wszystkie sznurki w jego głowie. A ten następnego itd.
Dennett proponuje inne wyjaśnienie zagadnienia naszej osobowości. Nie zależy ona od jednego obszaru w mózgu (jednego homunculusa), ale olbrzymiej sieci współpracujących homunculusów (obszarów mózgu), z których każdy pełni bardzo proste funkcje. Świadomość (osobowość) wyłania się z ich współpracy. Trzeba jednak dodać, że w takim rozumieniu homunculusy są po prostu specyficznymi mechanizmami i nie ma logicznych powodów, by świadomość czy osobowość nie mogły pojawić się również w komputerze.
Pojęcie homunculusa (tzw. korowego) pojawia się także w neurobiologii. W korze somatosensorycznej i korze ruchowej znajduje się mapa całego naszego ciała – obszary reprezentujące mięśnie i powierzchnię ciała, wykorzystywane m.in. w planowaniu ruchu i przetwarzaniu bodźców dotykowych. Z mapą tą wiążą się najróżniejsze zaburzenia i zjawiska, niektóre z nich opisano w kolejnych ramkach.
KOŃCZYNY FANTOMOWE
Czy można odczuwać obecność amputowanej kończyny? Można, czasami nawet boleśnie! Zjawisko tzw. kończyn fantomowych po raz pierwszy opisał w połowie XVI w. francuski lekarz Ambroise Paré. Dziś wiadomo, że występuje ono bardzo często. Nawet osoby rodzące się bez kończyn czasem odczuwają obecność fantomów. Ból fantomowej kończyny nie jest „wymysłem” pacjenta – jest równie rzeczywisty jak każdy inny ból. Choć na szczęście wyleczenie go często nie jest trudne. Trzeba tylko oszukać swój zdezorientowany mózg. Vilayanur Ramachandran, amerykański neuronaukowiec indyjskiego pochodzenia, stworzył w tym celu „lustrzane pudełko” – dwa otwory przedzielone lustrem. Pacjent, który np. skarży się, że jego fantomowa ręka jest boleśnie skurczona albo wykrzywiona w nienaturalnej, bolesnej pozycji, do jednego otworu wkłada kikut, do drugiego – zdrową rękę.
Patrząc od góry widzi zdrową rękę i jej lustrzane odbicie, które mózg odbiera jako fantom. Poruszając zdrową ręką pacjent czuje, jakby w rzeczywistości poruszał fantomem. Dzięki temu może „rozluźnić” fantomowe przykurcze, a ból znika. Zjawisko kończyn fantomowych wskazuje na ścisłe połączenie umysłu i ciała. Ciało odwzorowane jest na neuronalnej „mapie” (obejmuje ona wzgórze, układ limbiczny, korę czuciowo-somatyczną i korę asocjacyjną, zob. „Homunculus”), którą nasz umysł wykorzystuje nieustannie w planowaniu ruchu. Do macierzy tej „wcielić” można również protezy – np. sztuczną rękę czy nogę – dzięki czemu nie są traktowane przez mózg jako ciała obce, co przynosi ulgę osobom po wypadkach i amputacjach.
ZESPÓŁ COTARDA
Czy zastanawialiście się kiedyś, co czuje przeciętny zombie z amerykańskiego horroru? A może myśleliście o tym, jak to jest być samemu żywym trupem? W 1882 r. francuski neurolog Jules Cotard opisał przypadek Mademoiselle X, która zaprzeczała istnieniu części własnego ciała, później przekonana była, że nie żyje, a jej losem są męki piekielne. XIX-wieczny lekarz określił te objawy jako „delirium negacji”. Dziś mówi się o „zespole Cotarda”. Jest to rzadkie zaburzenie psychiczne, występujące przede wszystkim w depresji psychotycznej u osób w podeszłym wieku, ale również w schizofrenii oraz chorobach neurologicznych. Charakteryzuje się ono występowaniem urojeń nihilistycznych o dziwacznej treści: pacjent utrzymuje, że jego ciało gnije, jest pożerane od środka przez robaki, rozpada się albo że nie ma narządów wewnętrznych – jelit czy wątroby. Niekiedy twierdzi nawet, że jest martwy. Zespół Cotarda może współwystępować z zespołem Capgrasa. W ostatnim przypadku pacjent przekonany jest, że bliska mu osoba została „podmieniona” na kogoś, kto mimo identycznego wyglądu fizycznego nie jest z nią tożsamy. Obydwa zaburzenia powstają zresztą najprawdopodobniej w wyniku uszkodzenia szlaków neuronalnych, łączących zakręt wrzecionowaty – strukturę wyspecjalizowaną w percepcji twarzy – z ciałem migdałowatym, odpowiedzialnym za emocje. Przypadek zespołu Cotarda pokazuje, jak niewiele trzeba, by zaburzyć harmonię, w której znajdują się ciało i jego odzwierciedlenie w umyśle.
ŻYCIE BEZ CIAŁA
Czy posiadanie ciała jest kwestią absolutnie pewną? Dla filozofa Ludwiga Wittgensteina cielesność była czymś niezaprzeczalnym i stanowiła podstawę wszelkiej wiedzy. Istnieją jednak medyczne przypadki, które podają tę tezę w wątpliwość. Jednym z nich jest przypadek Christiny, pacjentki opisanej przez neurologa Olivera Sacksa. Po przebyciu prostego zabiegu chirurgicznego Christina obudziła się z narkozy pozbawiona poczucia własnego ciała. Gdy zamykała oczy, nie była w stanie powiedzieć, gdzie znajdują się jej nogi czy głowa, a nawet czy w ogóle istnieją. Jej własne ciało stało się obce. Stała się „czystym umysłem”, traktującym swe ciało jako coś dziwacznego, martwego, jako przedmiot. Utraciła jeden z niedocenianych, bo branych za pewnik, zmysłów – propriocepcję. Jej mózg nie otrzymywał żadnych informacji z mięśni, ścięgien, stawów, ale nie oznacza to, że była sparaliżowana. Wprawdzie mogła się poruszać, ale przychodziło jej to z trudem – wyłącznie pod ścisłą kontrolą wzroku. Gdy patrzyła na swoje nogi, potrafiła stawiać kolejne kroki, ale gdy tylko odwracała wzrok, przewracała się. Ciało nie tylko pozwala nam działać w świecie, ale stanowi granicę między „ja” a światem zewnętrznym. Filozofowie od dawna dyskutują, co jest podstawą naszej tożsamości osobowej – tego, że „ja to właśnie ja”. Przypadek Christiny mówi o tym wiele. Gdy oglądała swoje zdjęcia z przeszłości, powiedziała: „nie potrafię się już rozpoznać w tej pełnej gracji dziewczynie”. Komentarz Sacksa jest niezwykle wymowny: „straciła wraz ze swoim zmysłem propriocepcji fundamentalną organiczną »kotwicę« swej tożsamości”.
EKSTERIORYZACJA
Mieliście kiedyś ochotę „wyjść z siebie i stanąć obok”? To naprawdę możliwe. Doświadczenia bycia poza ciałem (ang. out-of-body experiences), zwane również eksterioryzacją, trwają najczęściej kilka sekund lub minut, ale mogą trwać nawet kilka godzin. Towarzyszy im poczucie rozluźnienia, zaburzenie obrazu własnego ciała oraz zmniejszona ilość docierających informacji sensorycznych. Badania pokazują, że nawet 15-20 proc. ludzi twierdzi, że doświadczyło bycia poza własnym ciałem przynajmniej raz w życiu. Zwykle są to osoby bardziej podatne na hipnozę i wierzące głęboko w zjawiska paranormalne. Zazwyczaj nie jest to związane z żadną psychopatologią, choć osoby z uszkodzeniami skrzyżowania skroniowo-ciemieniowego, podobnie jak chorzy na epilepsję, której źródło znajduje się w prawym płacie skroniowym, mają więcej takich doświadczeń. Elektryczna stymulacja ostatniej z tych struktur może wywołać zresztą eksterioryzację. Można powiedzieć, że niezależnie od okoliczności, doświadczenia takie powstają, gdy zakłócona zostanie integracja odbieranych przez zmysły informacji oraz mózgowej mapy ciała. Wówczas tworzony jest nowy obraz, który połączony zostaje z przechowywanymi w pamięci informacjami na temat otoczenia. Rozczarować mogą się więc ci, którzy w doświadczeniach bycia poza ciałem upatrują dowodu na istnienie umysłu niezależnie od mózgu czy ciała albo wierzą w podróże ciała astralnego.
GUMOWA RĘKA
Chociaż o poczuciu własnego ciała w największym stopniu decyduje propriocepcja (zob. „Życie bez ciała”, w tym dodatku), to w pewnych warunkach informacje wzrokowe mogą dominować nad tymi, które docierają z naszych stawów i mięśni. Przykładu dostarcza eksperyment „gumowej ręki”. Osoba badana siada przy stole, kładąc na nim obydwie ręce. Jedna z nich zostaje zasłonięta, tak aby pozostawała poza zasięgiem jej wzroku, a obok umieszcza się gumową rękę – im bardziej przypomina ona prawdziwą, tym efekt jest silniejszy. Eksperymentator przez kilka minut synchronicznie głaszcze zarówno zasłoniętą prawdziwą rękę, jak i tę gumową.
Po jakimś czasie badana osoba, której zasłonięta ręka nie jest już stymulowana, zaczyna mieć wrażenie, że gumowa ręka jest jej własną – czuje, że jej ciało jest dotykane, choć w rzeczywistości eksperymentator dotyka jedynie gumowego przedmiotu. Umysłowy schemat własnego ciała podatny jest więc na zmianę. A może nasz mózg da się oszukać jeszcze bardziej? Iluzję całego ciała (ang. full-body illusion; zob. też „Eksterioryzacja”) wywołać można wykorzystując technologię wirtualnej rzeczywistości. Za plecami badanej osoby umieszczona jest kamera, z której obraz prezentowany jest jej w goglach. Synchroniczne głaskanie pleców prowadzi do powstania wrażenia, że „prawdziwym” ciałem badanej osoby jest to widziane z przodu.
HISTERIA?
Czasami nasze ciała buntują się przeciwko temu, czego pragnie świadomy umysł. Znane są opowieści o żołnierzach piechoty, którzy podczas II wojny światowej bez żadnego fizycznego powodu doznawali rzeczywistego paraliżu od pasa w dół – dzięki czemu nie brali udziału walce bez posądzania o dezercję – albo o lotnikach, którzy nagle czasowo tracili wzrok – przez co unikali bez konsekwencji wykonania rozkazu zbombardowania celu. Innym przykładem jest tzw. „skurcz pisarski”. Jak to możliwe? Zygmunt Freud (na zdjęciu) nazywał takie zjawiska „histerią konwersyjną” i jej przyczyn upatrywał w nieuświadomionym konflikcie wewnętrznym, kiedy to umysł broni się przed poczuciem winy, wywołując realne zaburzenia. Ważną rolę odgrywało też, zdaniem wiedeńskiego psychoanalityka, wyparcie energii seksualnej. Dziś nie mówi się już o histerii, ale o zaburzeniach dysocjacyjnych lub konwersyjnych. To jeden z najbardziej zaskakujących typów zaburzeń w psychopatologii – choć mają one charakter czysto psychogenny, naśladują objawy neurologiczne lub somatyczne. Najczęściej paraliże, uczucie dławienia, nudności czy pozorowany atak ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego. Trwają zwykle krótko – większość z nich ustępuje przed upływem dwóch tygodni. Wystąpić mogą w odpowiedzi na trudne wydarzenia życiowe lub znalezienie się w sytuacji postrzeganej jako bez wyjścia. Współwystępować mogą także z depresją i zaburzeniami lękowymi. ©

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz