Prawo przyszłości, przyszłość prawa

Prawo przyszłości, przyszłość prawa

13.10.2019
Czyta się kilka minut
Co współczesna nauka i technologia mogą nam powiedzieć o przyszłości prawa? Na pierwszy rzut oka – być może niewiele. Jeśli jednak dostrzeżemy, jak wpływają one na prawo już dziś, jedno wydaje się jasne: prawo przyszłości będzie znacznie bardziej interdyscyplinarne.
Salvador Dali, 1938. Szczątki automobilu rodzą ślepego konia, który gryzie telefon (WikiArt.org)
R

Rok 2089. Transformacja ustrojowa, rozpoczęta sto lat wcześniej, jest dla polskiej młodzieży tym, czym dla nastolatków żyjących w 2019 r. pierwsza wojna światowa. Czyli – z grubsza rzecz ujmując – zbiorem dat i nazwisk. Pokolenie czterdziestolatków, urodzonych tuż przed 2040 r., żyje w świecie, w którym tylko nieliczni pamiętają, że kiedyś samochodami i samolotami kierowali ludzie. Nikt nie używa już zwrotu „sztuczna inteligencja”, ponieważ zgodnie z Konwencją Rady Europy z 2067 r. został on uznany za szczególnie obraźliwy w stosunku do „osób nie będących ludźmi”. A naukowe i filozoficzne problemy, z jakimi akademicy mierzyli się na początku XXI w., przywoływane są w charakterze ciekawostek po to, by pokazać, jak wielka jest „kognitywna rewolucja”, która na dobre wybuchła w 2053 r. wraz z wynalezieniem zupełnie nowej metody badania ludzkiego układu nerwowego.

Czy tak będzie wyglądał rok 2089? Tego nie wie dziś nikt. Aby mówić o prawie przyszłości, nie trzeba jednak bawić się w proroka czy wróżbitę. Niezależnie od tego, czy nastąpi przełom w wyjaśnianiu procesów poznawczych i czy technologia wymusi na nas nowe regulacje prawne przeciwdziałające „mowie dyskryminującej SInteligence” (czyli inteligentne istoty zbudowane na bazie krzemu), prawo będzie ulegało wpływom nauki i nowych technologii. Skąd takie przekonanie? Odpowiedź jest prosta: ulega im nie od dziś.

Rewolucja czy ewolucja?

Gdy w latach 40. XX w. sędziowie po raz pierwszy zetknęli się z dowodami, jakie stanowiły wyniki badania pracy mózgu, musieli być zdziwieni. Niektórzy nie uznawali ich dopuszczalności – pewnie z uwagi na zachowawczość proceduralną, a po części zapewne z niewiedzy. Najciekawsze jest to, że obecnie sytuacja wygląda z grubsza podobnie: dowody określane mianem „neuronaukowych” wciąż budzą kontrowersje wśród prawników. Niektórzy twierdzą wręcz, że ich wykorzystywanie może stanowić trik pozwalający na uniknięcie odpowiedzialności za przestępstwa. Inni uznają natomiast, że prawo nie może pozostawać ślepe na rozwój nauki i nowych technik, jakie ona oferuje – taka ślepota sprawi, że stanie się ono anachronicznym przeżytkiem, który nie będzie w stanie sprostać aktualnym wyzwaniom.

W związku z tym wypracowane zostały różne standardy oceny dowodów naukowych w postępowaniach sądowych. Co ważne, w przypadku USA pierwsze kryterium oceny zostało sformułowane już w 1923 r., gdy pojawiła się propozycja uwzględnienia w ocenie prawdomówności świadka wyników badania ciśnienia krwi. Wówczas sąd uznał, że dowód jest dopuszczalny, jeśli dana metoda została zaakceptowana przez przedstawicieli określonej dyscypliny naukowej (np. neurobiologii). Kluczowe jest więc dokonanie oceny, czy metoda, dzięki której otrzymujemy dowód, jest w danym momencie właściwa w opinii naukowców. Jest to tzw. Frye standard. Katalog warunków dopuszczalności dowodu można jednak rozbudowywać. Tak stało się w latach 90., gdy w orzecznictwie amerykańskim dominujący stał się inny standard oceny – Daubert standard. W jego świetle na sędziach spoczywa obowiązek określenia, czy metoda przeprowadzanego dowodu jest odpowiednia z perspektywy współczesnej nauki oraz adekwatna w kontekście rozstrzyganej sprawy – a nie tylko czy jest akceptowana przez przedstawicieli określonej dyscypliny. Oznacza to, że prawnicy muszą wejść w świat nauki i ocenić, jak z perspektywy konkretnej dziedziny wygląda proponowana metoda badania.

Związki między prawem a neuronaukami – czy szerzej, naukami kognitywnymi – jest wieloaspektowy, a znaczenie dowodów neuronaukowych to jedynie przykład. Pozwala on na dostrzeżenie, że prawo już dziś jest interdyscyplinarne: istotną częścią „wiedzy prawniczej” staje się „wiedza naukowa”. Nie bez powodu coraz częściej w dyskusjach dotyczących współczesnych problemów prawoznawstwa używany jest termin „neuroprawo”, stanowiący kalkę angielskiego „neurolaw”. Z uwagi na dynamiczny rozwój neuronauk w ostatnich dekadach można przewidywać, że ich znaczenie dla prawa będzie wzrastać. Tym samym, interakcje prawa przyszłości z neuronaukami staną się o wiele bardziej intensywne niż obecnie, a pytania o zasadność uwzględniania dorobku tych dziedzin w prawie zostaną zastąpione pytaniami o sposoby i granice aplikacji osiągnięć nauk o umyśle. Kwestia granic stosowania nauk w prawie, którą można też określić mianem granic naturalizacji prawa, jest (i będzie!) szczególnie trudna do pominięcia.

Technologiczne kłopoty

Nie tylko nauka wymusza zmiany w prawie: równie istotne są zmiany, jakie powoduje rozwój technologiczny. Zmiana świata społecznego, jaka wiąże się z postępującą informatyzacją, sprawia, że prawnicy stają przed nowymi wyzwaniami. Na przykład, powstające startupy wywołują coraz poważniejsze pytania prawne, a regulacja ich działalności wymusza coraz dalej idącą interdyscyplinarność prawa. Może to wydawać się zaskakujące – jak odnieść interdyscyplinarność do tego rodzaju regulacji prawnych? Po pierwsze, interdyscyplinarność rozumiem tu szeroko: nie chodzi o prowadzenie badań przez osoby, które reprezentują różne dziedziny, a o poszerzenie „wiedzy prawniczej” o wiedzę z zakresu innych dyscyplin. Podobnie interdyscyplinarne jest też „neuroprawo”: nawet najbardziej zagorzali zwolennicy stosowania wiedzy z zakresu neuronauk w prawie nie będą przecież pracowali nad rozwiązaniem problemów prawnych w laboratorium neurobiologicznym.

W przypadku startupów wiedza o mechanizmach ich funkcjonowania okazuje się kluczowa. Nie zawsze konieczna będzie wiedza specjalistyczna: podstawowa wiedza, jaką posiada większość osób korzystających z usług online, w wielu przypadkach okaże się wystarczająca. Inaczej będzie jednak, dla przykładu, w przypadku startupów, które wykorzystują zaawansowane technologicznie narzędzia oparte o blockchain. Nie sposób wyobrazić sobie prawnej regulacji ich działalności bez uwzględnienia informacji dotyczących mechanizmów łańcucha bloków. Udział ekspertów w procesie legislacyjnym prowadzić będzie zatem rozszerzenia wiedzy prawniczej o wiedzę z zakresu nowych technologii.

Uwagę opinii publicznej w ostatnim czasie przykuwa jednak inny przykład wpływu rozwoju technologii na prawo. Chodzi o odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez autonomiczne maszyny, w szczególności samochody autonomiczne. W 2018 r. doszło do wypadku, w którym uczestniczył tego rodzaju pojazd. W wyniku zderzenia osoba, która znalazła się na jezdni, poniosła śmierć, co wywołało pytanie o podmioty odpowiedzialne za to zdarzenie. Autonomiczność pojazdu oznacza, że jego działanie nie podlega kontroli człowieka, a także, że sam uczy się on reagowania na zdarzenia w otoczeniu. Aby rozwiązać problem odpowiedzialności, trzeba przeanalizować samo pojęcie „odpowiedzialność”, i rozważyć możliwość jego odniesienia do agentów innych niż ludzie. Oczywiście sama możliwość „ukarania maszyny” dziś wydaje się nam absurdalna. Funkcjonowanie coraz większej liczby urządzeń autonomicznych – co prawdopodobnie nastąpi w przyszłości– wymagać będzie przyjęcia jakichś rozwiązań. Ten problem prawa przyszłości ujawnia się już teraz, podobnie jak problemy powiązane z rozwojem neuronauk.

Wzrastająca interdyscyplinarność prawa oznacza zatem dialog zarówno z naukami o poznaniu, w szczególności z neuronaukami, jak i z nowymi technologiami. Dialog ten można traktować jako dwa filary tej interdyscyplinarności – i jednocześnie dwa zasadnicze rysy prawa tworzonego przez kolejne pokolenia.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz